WDK 2011, pytanai do W2, Historia pojęć.
Niestety niewiele jest tu na pytań na temat pierwzego wykładu.
- Adriana Michalak - ...
Jak duży wpływ na nasze życie ma percepcja podprogowa?
Bardzo chciałabym wiedzieć ile prawdy znajduje się w stwierdzeniu Antoniego Kępińskiego, iż:
„Autoportret składa się z części świadomej i nieświadomej.”?
Nieświadomość zawiera w sobie wiele wyobrażeń, które są nieakceptowane przez świadomość. Czy nieświadomość żyjąc sobie swoim własnym życiem jest pełnoprawną częścią mnie? Nieświadomość jest tłumiona przez świadomość . Dlaczego? Czy świadomość chroni nas przed nieświadomością?
Surrealizm ma na celu "uwolnienie i twórcze spożytkowanie elementów zawartych w podświadomych pokładach psychiki człowieka, skrępowanych zazwyczaj przez rozum i normy kulturowe". Wielu z nas przerażają surrealistyczne dzieła. "Pies andaluzyjski" Bunuela i Dalego to iście przerażająca mieszanka marzeń sennych. Obrazy mistrza Salvadora również tętnią niepokojem. Czyż powodem niechęci wielu ludzi do tego nurtu jest strach przed efektami kontemplacji dzieł? Czyżbyśmy obawiali się, że każdy z nas ma dwie twarze? Jedną jest świadomość, a drugą nieświadomość, która dla nas samych jest wielką tajemnicą naszego umysłu.
- Aleksandra Bilska
Chciałabym odnieść się do funkcji mitów w naszym życiu. Mity tłumaczą w prosty sposób niezrozumiałe dla ludzi zjawiska, a przynajmniej dają pozornie zadowalającą odpowiedź na pytania dotyczące np. stworzenia świata, pochodzenia ludzkości . Myślę, że wygodnie było dla ludzi po prostu wierzyć w to co było im przekazywane poprzez mity, legendy. Interesującym przykładem może być wspomniany w wykładzie św. Dominik, który zakazał członkom swojego zakonu studiowania medycyny, filozofii czy innych nauk, dzięki którym mogli by lepiej zrozumieć naturę ludzką. Pokazuje to jak bardzo ludzie obawiali się zaburzenia tego świata który sobie stworzyli i zamiast poznawać prawdę o człowieku poprzez doświadczenia, woleli wierzyć w mity czy "prawdy" głoszone przez przedstawicieli różnych wyznań religijnych . Ale przecież to nasz doświadczenie życiowe, nauka którą zdobywamy najbardziej kształtuje naszą osobowość, umysł i postrzeganie świata.
- Aleksandra Garbulowska
Od wielu lat ludzkość wyjaśnia otaczające ich zjawiska tworząc mity i legendy. Intryguje mnie kwestia, ile prawdy w nich się znajduje. Czy aby na pewno można je całkowicie odrzucić uznając iż są jedynie fikcją? Według teorii Johna Locka, w naszych umysłach nie może znaleźć się niczego poza tym, co dostaje się drogą doświadczenia lub refleksji. Nawet nasza wyobraźnia opiera się na realnych zjawiskach, których mieliśmy okazję doświadczyć już wcześniej, a tworząc w umyśle obraz, budujemy go z mniejszych realnych części, które dostały się do naszego umysłu drogą zmysłową i zostały tam zachowane w pamięci. Zatem czy można z całkowitą pewnością odrzucić dorobek dawnych kultur, na rzecz rozwijającej się nauki? Uważam, że każda księga czy mit, zawiera choć ziarnko prawdy, nawet jeśli większość ukazuje fałszywy obraz świata. Myślę, że dawne pisma i przekazy niosą ze sobą wiele ważnych informacji, a dogłębna analiza ich może przyczynić się do istotnych odkryć naukowych. Jednak należy starannie oddzielić prawdę od kłamstw, realne fakty, od skutków działania ludzkiej fantazji, a jest to proces żmudny i długotrwały. Ludzkość przyjmując określone przekazy bezpośrednio i bez głębszej analizy, tworzy najprzeróżniejsze religie i wierzenia, którze czesto mijają się z pierwotnym założeniem przekazu. Przykładem może być znana wszystkim postać Jezusa Chrystusa, którego nauki, zostały wypaczone w procesie tworzenia się religii.
Myślę, że religie hamują nie tylko postęp naukowy, ale także zniekształcają przekazywaną światu prawdę. Odrzucając wszelkie uprzedzenia i interpretacje, można ujrzeć w tekstach spisanych dawniej ksiąg o wiele więcej. Przytoczę tutaj przypadek inżyniera Blumricha, który na podstawie tekstu biblijnego skonstruował obiekt latający. Sytuacja ta ukazuje, że dawne przekazy, mity i księgi należy traktować poważniej, niż się ogólnie przyjmuje.
- Andrzej Jankowski
Zgadzam się co do powszechnej wiary w absurdalne teorie związane z wieloma wierzeniami, jednak uważam, że zbyt surowo Pan to traktuje. Pamiętajmy, że mówi się o świadomości i podświadomości, gdzie świadomość jest logiczna i racjonalna, a językiem podświadomości są obrazy, emocje, wyobrażania, archetypy. Więc praktyki związane np. z bóstwam nie ważne jak abstrakcyjne się to wydaje mogą być zręcznym sposobem do pracy z treściami umysłu, wglądaniu w podświadomość czy uświadamianiem sobie własnego ciena (Jung). A niech mi Pan wierzy, wielu praktykujących tantrę czy praktykujących podróże szamańskie zdaje sobie sprawę, że to tylko modele, pozwalające poruszać się po zakamarkach podświadomości- bez ślepiej wiary. Choć oczywiście jest wielu takich którzy wierzą w „realność“ tego.
W każdym razie- kto rozumie więcej- szaman który z pomocą różnych abstrakcyjnych praktyk eksploruje swoje wnętrze, czy naukowiec któy konstruuje dokładniejsze to modele umysłu? (mądrość a wiedza)
Uważam, że model naukowy jest bardzo potrzebny, jednak warto docenić- z pozoru śmieszne i abstrakcyjne praktyki- które używane ze zrozumieniem mogą stać się potężnym i skutecznym narzędziem. Myślę, że należy pamiętać, że „mapa nie jest terenem“, że wszystkie modele to tylko odbicia tego co starają się pokazać. A według mnie dobra mapa to skuteczna mapa, czyli ta która dobrze sprawdza się w praktyce- a niekoniecznie ta racjonalna i logiczna. Choć „dziwne“ mapy zwiększają ryzyko niezrozumienia i wzięcia pewnych idei dosłownie. Szukałbym kompromisu pomiędzy religią a nauką, podążanie „drogą środka“ wolną od skrajności.
- Anna Koperska
Chciałabym odnieść się do pytania które Pan Profesor postawił w wykładzie: „Dlaczego wiara w dusze tak się długo utrzymuje?”.
Jakkolwiek od czasów starożytnych nastąpił ogromny postęp technologiczny i całkowicie zmienił się styl życia człowieka, jedna rzecz pozostała w nim niezmienna: strach przed śmiercią. Ludzie od zawsze marzyli o nieśmiertelności – kompensowali sobie to pragnienie tworząc mity o „życiu pozagrobowym” – zwróćmy uwagę na to, że taka czy inna forma wiary w egzystencję pośmiertną istnieje w każdej religii. Chrześcijaństwo wręcz obiecuje „wskrzeszenie umarłych” (choć nie wspomina o duszach po śmierci).
Co więcej, „dusza” wciąż stanowi łatkę dla niewiedzy laików. Łatwiej przecież powiedzieć, że to dusza stanowi o naszych myślach niż tłumaczyć to procesami zachodzącymi w mózgu.
Tak więc utracenie wiary w dusze, zaakceptowanie jej nieistnienia byłoby dla ludzi tym, co utracenie ostatniej nadziei na życie wieczne. A z tym ciężko jest pogodzić się nawet współczesnemu człowiekowi. Bardzo ciekawa wydaje się być teoria Stuarta Hameroffa i Rogera Penrose’a o świadomości, „Świadomość powstaje na granicy pomiędzy światem kwantów i naszym makroświatem” jakie jest Pana Profesora zdanie na jej temat?
- Anna Rubanowicz
Zdecydowanie zgodzę się z Emilią Dembinską, choć te stwierdzenia, że właściwie wszystko to co wiemy jest w pewnym sensie czyimś indywidualnym spojrzeniem na świat jest nieco przerażająca. To tak jakbyśmy nie mieli już możliwości własnej, indywidualnej interpretacji otaczającego nas świata, ta interpretacja zostaje na nas z góry założona. Zewsząd otaczają nas z góry utarte schematy, że coś jest takie, a nie inne. To tak jak ze stereotypami, mimo że wydaje nam się, że jesteśmy otwarci, tolerancyjni i wolni od stereotypów, tak naprawdę i tak wpływają one na nasze postrzeganie świata, mimo że nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.
Jeśli chodzi o kwestię wiary i jej „konfliktu” z nauką, zdecydowanie coś w tym jest. Widać to bardzo dobrze już na przykładzie kształcenia w podstawówce. Jako dziecko zawsze zastanawiało mnie dlaczego uczą nas dwóch sprzecznych ze sobą przedmiotów i dlaczego (jak wtedy sądziłam), nikt nie zwraca na to uwagi. Szłam na religie, gdzie mówiono mi o Bogu, stworzeniu świata i człowieka. Potem szłam na przyrodę i słyszałam zupełnie coś innego, że człowiek pochodzi od małpy, a świat jest wynikiem wielkiego wybuchu. Nastąpiła kompletna ignorancja tego, że na religii mówiono nam o zupełnie innym stworzeniu świata, niż przedstawiano nam na przyrodzie - taka mała dezorientująca rozbieżność... Myślę, że takie nauczanie w podstawówce pokazuje jak bardzo te dwa „fronty” naukowe wciąż „uciekają” od siebie nawzajem. Tak samo nie jestem w stanie zrozumieć ludzi którzy są np. naukowcami zajmującymi się dochodzeniem prawdy o tym jak powstał świat, ukazują dowody, że był wybuch itd. a jednocześnie twierdzą, że wierzą w Boga... Czy tu nie ma sprzeczności? Moim zdaniem nie można wierzyć w Boga i we wszystko to co jest zawarte w Biblii i jednocześnie tworzyć własne teorie stworzenia świata w oparciu o naukę. Albo się wierzy w jedno i odrzuca drugie albo odwrotnie.
Myślę, że zdecydowanie trzeba się zgodzić z poglądem, że kiedyś mity pełnieły ogromną rolę w życiu człowieka. Dla takiej prostej osóbki, która chciała zrozumieć świat, mity były doskonałym wyjaśnieniem, pobudzały wyobraźnie, można było je zawsze idealnie dostosować do obecnych wydarzeń czy zadanego pytania, umożliwiały znalezienie „odpowiedzi” na każde pytanie. A ich „plusem” było niewątpliwie to, że nie trzeba było sięgać do żadnych pewnych źródeł, wystarczyło wymyślić logiczną historyjkę pasującą do sytuacji, aby uwierzyły w nią tysiące. Mity dawały możliwość manipulowania, w końcu kto sprawdzi, że jest inaczej niż powiedziałam? Kto dowiedzie, że się mylę? Nikt, bo też nikt nie dowiedzie istnienia gdzieś tam bogów, ani ich istnieniu nikt przecież nie zaprzeczy.
- Antonina Madej
Ostatnio bardzo modne, zwłaszcza w środowisku ludzi mlodych zagubionych w dzisiejszym świecie, jest eksterioryzacja zwana inaczej OOB. Zjawisko to polega na „oderwaniu się” duszy od ciała dzięki czemu może ona doświadczać stanów w rzeczywistości niemożliwych. W wikipedii napisano że: „Według współczesnej nauki OOBE jest niemożliwe, a doświadczenia tego typu odbywają się tylko w obrębie ludzkiego mózgu.” Osobiście zgadzam się z tym. Zazwyczaj przecież łatwiej stworzyć sobie wizję istnienia innej rzeczywistości niż zbadać możliwości naszego umysłu. Zastanawia mnie jednak fakt czy wprowadzając się w ten stan (choć sama nigdy nie miałam okazji tego sprobować, więc nie mogę się popisać doświadczeniem) możemy bardziej zglębić dzialanie naszej psychiki, a tym samym przyczynić się do pogłębienia wiedzy w tym temacie? Być może otworzylo by to przed nami nowe drogi uczenia się czy też poznawania samego siebie. Nie jestem pewna jednak czy stosowanie praktyk OOB będzie niczym spożywanie w różny sposób substancji psychoaktywnych, co jak sądzę nie służy poznawaniu działania naszego „wnętrza”, chociaż mogę się mylić.
- Arkadiusz Kucharski
Chciałbym odnieść się do kilku kwestii, zadać kilka pytań, i skometować wypowiedzi moich kolegów i koleżanek.
Na początek zadam pytanie odnośnie fragmentu tekstu w podrozdziale "Najstarsze mity: Mezopotamia i Egipt". Jest tam stwierdzenie ""Nie zabijaj" dotyczyło tylko "prawdziwych" ludzi. ". Nie byłem w stanie odszukać w tekście czym chatakteryzowali się ci "prawdziwi" ludzie, a którzy się do nich nie zaliczali. Czyżby chodziło o niewolników?
... gdyż "religia" odosi się do powrotu do raju (stąd "re").
... chodziło mi o to, że buddyzm zajmuje się w dużej mierze rozwojem umysłu, a metedy stosowane przez mnichów oraz zwolenników buddyzmu są bardzo skutecznymi narzędziami pracy nad mózgiem, czy też umysłem (zależy jak definiujemy). I dlatego własnie nie mogę zrozumieć fragmentu wykładu, a raczej przyczyny tego zjawiska: "Jest to najmniej rozumiana religia na Zachodzie" (o buddyzmie rzecz jasna).
Oczywiście z stwierdzeniem się zgadzam, łatwo da się to zaobserwować, jednak nie wiem czemu właśnie tak się dzieje. Droga życiowa prezentowana przez buddyzm jest bardzo luźna, nawet nie trzeba przyjmować wszystkich prawd głoszonych przez buddyzm, żeby móc go praktykować. Ba! nawet nie powinno się ich przyjmować bez osobistego ich sprawdzenie, o czym mówił sam Siddhartha Gautama tuż przed swoją śmiercią. Tyle nieintuicyjnych, pod względem charakterystyki wierzeń, religii przyjęło się w świecie zachodnim, a buddyzm, stawiający człowieka w głównym świetle zamiast jakiś bóstw, jest niezrozumiały, i odrzucany. Skąd to się może brać?
Chciałem także poruszyć kwestię OOBE ...
- Artur Grendzicki
Zgodnie ze stanowiskiem płynącym w wyrazie wykładu, współczesna nauka doszukuje się przyczyn i uwarunkowań tworzenia przez ludzi wyobrażeń religijnych, czy też ogólniej duchowych. W zależności od regionu geograficznego zmienia się sposób ich postrzegania, jednak możemy wyróżnić elementy łączące, które mogą zostać zaliczone jako dowód wspólnego podejścia umysłu człowieka do przedstawiania tych wyobrażeń. Patrząc kategoriami czysto naukowymi można więc uznać wierzenia, jako wytwór umysłu. Nie trafiają jednak do mnie argumenty, które obalają istnienie duszy. Pomijam wszystkie stare teorie mówiące o jej funkcjach związanych z kierowaniem ciałem, metabolizmem, czy fizjologią, ponieważ podważają to nauko neurologiczne, czy fizjologiczne. Myślę, że nie możemy jednak wykluczyć faktu istnienia pewnej energii poza układem ciała i umysłu, która jest z nimi związana. Nie można przecież podważyć teorii, że nasz umysł nie jest w stanie jej odebrać. Nie widzimy promieniowania UV, ale w toku czasu udało nam się wytworzyć narzędzia, które pozwoliły na wychwycenie i poznanie promieniowania. Może to kwestia czasu, żeby wytworzyć także narzędzie pozwalające na identyfikację i poznanie energii, jaką jest dusza?
Nawiązując do swojej wypowiedzi, spotykamy się z tłumaczeniem wierzeń na język naukowy, jednak jeśli chodzi o duszę- powstała nauka, która zajmuje się m.in. jej poznaniem, odpowiada na pytania z nią związane- noetyka. Chciałbym się dowiedzieć, czy spotkał się Pan z osobami, które prowadzą takie badania, czy mają one jakikolwiek punkt zaczepienia do poznania prawdy, czy idą one w dobrym kierunku (dostarczają dowodów na istnienie, które są wątpliwe, jednak niewykluczone)?
- Barbara Kliś
W wykładzie podaje Pan Profesor jedną z funkcji mitu: integrację społeczną. Chciałam się spytać, czy pod jej powierzchnią nie działa siła dezintegrująca, będąca wyrazem (pretensji do) indywidualności i własnej interpretacji? Czy w czasie funkcjonowania mitu nie jest on jednocześnie odzierany ze szczegółów i ubierany w inne treści, by mógł być jak najogólniejszy i tym samym najpowszechniejszy?
Interesuje mnie też tendencja do tworzenia własnego kolażu religijnego. Kiedyś zdarzyło mi się spotkać osobę, która twierdziła, że jest świadomą swej religii, gorliwą i praktykującą katoliczką, a jednocześnie choroby i cierpienie dzieci tłumaczyła tym, że najwidoczniej były złe w poprzednim wcieleniu - nie widziała w tym nic sprzecznego.
- Bartosz Płotka
„Natura nie znosi próżni a umysł ludzki niepewności”, jednak owy umysł stawia na swojej drodze kolejne pytania… bez odpowiedzi. W tym konkretnym przypadku chodzi mi o mity dotyczące Słońca. Ruchy gwiazd były obserwowane przez ludzkość od wieków, a ich konstelacje nazwano zodiakami. Ten rodzaj personifikacji utożsamiał życiodajne Słońce ze stwórcą lub… Bogiem. Pierwszym jego wcieleniem był egipski bóg światła – Horus, który narodził się z dziewicy (Isis-Marii) 25. grudnia. Jego narodzinom towarzyszyła gwiazda zmierzająca na wschód, za którą podążała trójka możnowładców. W wieku 12 lat Horus miał już pierwszych uczniów (później dwunastu, z którymi podróżował czyniąc cuda: uzdrawianie i chodzenie po wodzie), a w wieku 30 lat został ochrzczony. Zginął na krzyżu w wyniku zdrady jednego z uczniów, ale zmartwychwstał po 3 dniach. Te „atrybuty” Horusa przenikają mnóstwo kultur całego świata i stanowią podstawową strukturę mitologiczną innych bogów (m. in. Krishna z Indii, grecki Dionizos, Attis z Frygii). „Metoda wnioskowania przez odwoływanie się do mitów i świętych ksiąg okazała się całkowicie niewiarygodna, interpretacje ciągle się zmieniają”, chociaż – obserwując współczesny świat – nie wszystkie.
Chciałbym się także odnieść do dylematu stabilności-plastyczności. Wiadomym jest, że poprawna korelacja pomiędzy stabilnością i plastycznością jest podstawą zdobywania nowej wiedzy, jednak w tym miejscu chciałbym zauważyć, że owa stabilność jest zarówno podstawą, przyczyną oraz efektem plastyczności. Jest w pewnym sensie plastyczna. Pojawia się zatem pytanie: hipotetycznie, jeśli nastąpiłby zanik ograniczeń (lub wzrost możliwości) ludzkiego mózgu, czy równocześnie nastąpiłaby transformacja stabilności w plastyczność?
- Bartłomiej Bukowski
Czytając Pański wykład zaciekawiła mnie część odnosząca się do filozofii żydowskiej. Po dokładniejszym zaznajomieniu się z treścią, nasunęło mi się pytanie odnośnie doktryny trychotomii. Ściślej mówiąc nie rozumiem do końca dlaczego Biblia potępiała poglądy na temat somy, psyche i pneumy? Są to poglądy jakkolwiek pokrywające się z treściami podawanymi w Biblii. Oprócz duszy i ciała występuje także pewien rodzaj pneumy, kiedy to chwili chrzestu człowiek jest obmywany z grzechu pierworodnego i de facto nasza dusza staje się lepsza, zbawiona. Również bardzo sprzeczny jest fakt, iż Św. Paweł z Tarsu, jeden z apostołów, określany mianem Apostoła Narodów podzielał tę teorię.
- Beata Łukaszewicz
Jednymi z najbardziej fascynujących mnie tematów są wierzenia chińskie. Jak każda wiara zawierają one w sobie wiele prawd. Jedność i harmonia z naturą, za którą optuje duchowa historia Chin jest dobrym sposobem egzystencji ludzkiej, pozwalającym zachować stałość i piękno otaczającego świata. Niestety w dobie nowoczesnych technologii i wciąż rozwijającej się nauki rasa ludzka nie okazuje zainteresowania tym tematem. Chciałabym zauważyć również trafność symbolu Yin – Yang. Wzajemnie przenikające się przeciwieństwa są głównym elementem życia ludzkiego.
Jednocześnie chciałabym odnieść się do poruszanego już tematu znaczenia mitów i religii w życiu człowieka. Jestem zmuszona zgodzić się z Aleksandrą Bilską, że to nauka jest podstawowym czynnikiem kształtującym postrzeganie świata dorosłego człowieka jednak zanim nauka, mówiąc kolokwialnie, na dobre zadomowi się w naszym życiu, poznajemy zasady religii, które notabene są podobne do tych mitologicznych. Uważam, że to właśnie religia jest pierwszym czynnikiem kształtującym psychikę dziecka. Pomimo że, jak Pan Profesor zauważył, znajomość mitologii pozwala na tylko pozorne poznanie świata, to jednak jest pierwszym tego sposobem przez co ukierunkowuje późniejsze zachowania.
- Brygida Gulaszewska
Czytając wykład szczególnie zainteresowały mnie nity hebrajskie.
Samo spojrzenie na pismo święte jako źródło mitów jest czymś niezwykle fascynującym. Zgłębiając informacje o mitach natrafiłam na bardzo ciekawe artykuły.
Ale zanim przejdę do meritum, chciałam ogólnie odnieść się do mitu samego w sobie. Zatem to w co wierzymy pochodzi z czasów gdy ludzie opowiadali mity o otaczającym ich świecie. Opisywano historię bogów, demonów, bohaterów i historię stworzenia świata. Ta ostatnia odnosi się do bytu ludzkiego, dobra i zła, życia i śmierci, czyli do tematów, które ludzi nawet w dwudziestym pierwszym wieku fascynują. Mity są uważane za pierwsze stadium rozwoju religii.
Zatem zbiór mitów jaki dana społeczność posiada określa się jako mitologięSam termin mit jest formą literacką opowieści. Ma on na celu przekazanie wyobrażenia danej zbiorowości o świecie i ludziach. Pierwotnie Mity przekazywano w formie ustnej, przez co ulegały wielokrotnym deformacjom, później zaczęto je spisywać.
Wracając do meritum, biblia pełna jest mitów i przesłanek kulturowych. Stanowi źródło wiedzy o człowieku.
„Dajmy na to przykład z dwunastoma synami Jakuba. Jest tam wzmianka mówiąca o tym iż każdy z synów, poza Józefem, poślubił swoją siostrę bliźniaczkę. Taki obraz pozwala przypuszczać, iż ziemię można było odziedziczyć po kądzieli, nawet jeśli były to czasy patriarchatu”.
Doszukiwanie się takiego rodzaju informacji stanowi ogromne źródło wiedzy i poznania.
Zatem chyba nikt tak naprawdę nie wie, ile jest fikcji i fantazji w mitach a ile prawdy.
- Dawid Rutkowski
Mity - źródło moralności czy jej odbicie?
Jedną z funkcji religijności i niesionych przez nią mitów jest często przytaczana i szczególnie gloryfikowana rola wskazywania pożądanych moralnie zachowań. Powszechne jest również twierdzenie, iż to nie tylko wskazywanie, lecz również kreowanie wzorców, bez których nie bylibyśmy w stanie odróżnić dobra od zła. Teza ta wydaje się być nader pochopna. Analizując święte księgi utożsamiane z jakąkolwiek z religii, można dostrzec korelacje między datowaniem powstania tekstów, a jej niezgodnością z naszym aktualnym poczuciem moralności. Otóż, im dalej cofamy się w czasie, tym, w metaforycznym uproszczeniu, głębiej zanurzamy się we krwi. Nie zamierzam tutaj walczyć z jakimikolwiek przekonaniami, lecz jedynie skłonić się ku temu, iż mity są jedynie odbiciem moralności czasów, w których powstały. By to dostrzec, nie musimy sięgać daleko. Istotna różnica jest dostrzegalna nawet wtedy, gdy porównujemy Stary i Nowy Testament. Pozwolę sobie przytoczyć fragment Księgi Liczb.
"32 Gdy Izraelici przebywali na pustyni, spotkali człowieka zbierającego drwa w dzień szabatu1. 33 Wtedy przyprowadzili go ci, którzy go spotkali przy zbieraniu drew, do Mojżesza, Aarona i całego zgromadzenia. 34 Zatrzymali go pod strażą, bo jeszcze nie zapadło postanowienie, co z nim należy uczynić. 35 Pan zaś rzekł do Mojżesza: «Człowiek ten musi umrzeć - cała społeczność ma go poza obozem ukamienować». 36 Wyprowadziło go więc całe zgromadzenie poza obóz i ukamienowało według rozkazu, jaki wydał Pan Mojżeszowi."
Przykładów fragmentów zupełnie kłócących się z naszym poczuciem dobra można odnaleźć znacznie więcej. Dlaczego o tym mówię? Zestawmy małostkowość, niesprawiedliwość, mizoginizm, ksenofobię i sadyzm występujący w starych księgach z postacią Chrystusa, którego nadal możemy traktować jako autorytet, a dostrzeżemy źródło różnicy - ducha czasu. Jeśli potrafimy odrzucić niektóre fragmenty i zarazem przyjąć inne jako wzorce, oznacza to, iż dobro wcale nie leży w mitach, lecz w nas samych.
W związku z czym, czy aby na pewno traktowanie mitów jako kierunkowskazów ku moralności ma jakiekolwiek podstawy? Czy nie częściej stanowią one usprawiedliwienie nieludzkich zachowań niż rzeczywistą konieczność? Jak można traktować jako nauczyciela kogoś, kto uczy prawd zależnych od współrzędnych geograficznych? I czy nie bardziej przypominają one zwierciadeł społeczeństw niż studni prawd?
- Dominika Zimna -
W pewnym akapicie poruszył Pan temat osób wyleczonych dzięki autosugestii, co mnie szczególnie zainteresowało, dlatego też chcę nawiązać do pewnej historii „Dzisiaj chciałabym przytoczyć historię chłopca, który przy pomocy wyobraźni wygrał walkę z guzem mózgu (złośliwym). ... rodzice Glenna zrobili szczegółowe badania mózgu i okazało się, że guz zniknął.” (materiał zaczerpnięty ze strony www. commed.pl)
Moim pytaniem jest czy uważa Pan, że człowiek potrafi wyleczyć się z poważnej choroby sam, dzięki sile swojego umysłu oraz czy autosugestia jest niezbędnym aspektem leczenia, przecież często się mówi, że ”pozytywne nastawienie to podstawa”, a może przyczyny tego niemalże cudownego wyzdrowienia chłopca z opowieści trzeba szukać gdzieś indziej?
- Emilia Cheładze -
Po przeczytaniu pierwszych sześciu części wykładu poświęconego historii pojęć dotyczących umysłu interesuje mnie opinia Pana Profesora na temat tego czy nauka jest dla wszystkich?
Czy wszyscy ludzie są (będą) przede wszystkim zdolni, ale i skłonni do przyjęcia naukowego sposobi myślenia o świecie?
Według francuskiego antropologa Pascala Boyer " niewiara to na ogół wynik świadomego wysiłku, by przeciwstawić się naszym naturalnym dyspozycjom poznawczym"(źródło: http://piasecki.blox.pl/2008/11/Mamy-naturalne-predyspozycje-do-wiary.html ). Pisze on o tym że wiara przychodzi jako coś naturalnego dla naszego umysłu.
Nauka istnieje od dawna i wypełnia coraz większe obszary wyobrażenia o świecie, zastępując te mitologiczne. Czy nauka jest w stanie zastąpić tradycyjne, narracyjne myślenie o świecie wynikające z mitów? W jakim stopniu, czy zawsze będzie to marginalne postrzeganie świata w stosunku do wyznawców religii, czy te proporcje mają szansę się odwrócić i czy w ogóle powinniśmy dążyć do takiego stanu rzeczy?
- Emilia Dembinska
poruszona w Pańskim wykładzie historia o słoniu, świetnie obrazuje nasz egocentryczny sposób pojmowania świata. każdy widzi go tak, jak został nauczony, jak sam chce go widzieć. nasze postrzeganie to pryzmat naszego codziennego świata. kiedy otaczają nas ludzie szczęśliwi, nie doznający żadnych trosk, nie dociera do nas fakt, iż za rogiem, tuż obok, dzieją się tak niewyobrażalne rzeczy krzywdzące potwornie ludzi. lecz gdy żyjemy właśnie w tym przerażającym świecie "tuż za rogiem" nie zdajemy sobie sprawy iż może być inaczej. sądzimy błędnie że skoro nam jest źle, reszta ma podobnie. ewolucja naszej cywilizacji, również w znaczmy stopniu przyczyniła się do naszego pojmowania świata. Wychodzę z założenia egocentrycznego poznania świata, ponieważ chcę zauważyć, iż w dzisiejszym czasie nasze formy poznania świata są oparte jedynie na książkach, mas mediach i nauce, która została stworzona przez innych równie egocentrycznych obserwatorów świata. obecnie mamy możliwość porównania ich obserwacji, lecz warto jednak zauważyć, że każdy kolejny autor bazował się na autorstwie poprzednika. skąd więc wiadomo czy to jak postrzegamy świat jest naszym odczuciem, czy może tylko wydaje nam się że tak jest, bo w gruncie rzeczy zostało to wyuczone bazując na obserwacjach innych? nasza cywilizacja opiera się na dorobku poprzednich epok. początkowo historie były przekazywane słownie, później wymyślono pismo. jednak po mimo tego, iż każdy z nas jest indywidualistą w pewnym sensie, ma swoje postrzeżenia, zostajemy i tak uczeni postrzegania świata za pomocą innych. warto tu przytoczyć przykład z życia codziennego jak np matura. niby banalna sprawa, jednak aby ją zdać musimy wbić się w klucz, który również został przez kogoś podany. w związku z czym stajemy się ograniczeni przez system, ponieważ nie mamy możliwości, aby nasze spostrzeżenia zostały odebrane poprawnie. rodzimy sie i juz od początku stajemy sie niewolnikami. dostrzegamy tylko to, co zostało wyuczone. tak jak Pan – Panie Profesorze przytoczył kwestie religii. Nasza religia nie jest czymś nowym, lecz jedynie przeobrażeniem wyobraźni innych na temat danej dziedziny. niestety trzeba również przyznać otwarcie, ze my sami zataczamy błędne kolo. nie chcemy dociekać własnych prawd, lecz jedynie łudzimy sie, iż wszystko zostanie nam podane "na tacy". prymitywnie wierząc ze to co widzimy, słyszymy jest prawdą. wiec nasuwa sie pytanie: czy nasz egocentryzm faktycznie nim jest? czy wyłącznie plagiatem jakiegoś egocentryzmu innej persony.
„mity pozwalają zrozumieć świat”.
jednak mity jak, słusznie zauważył Pan Profesor :
„Człowiek jest w nich często zniewolony, jest bezwolną marionetką bogów, sił natury, gwiazd, nie może uniknąć swojego przeznaczenia” . mity powstawały w tedy kiedy było to wygodne dla ludzi. z czasem kiedy dostrzegano jakieś zmiany, zaczęto opowiadać nowe historie, aby te, mogły ów zmiany zaakceptować, bądź je zanegować. „Każde pokolenie wybiera sobie z tekstów to, w co chce wierzyć, odrzucające resztę”.
- Ewelina Landowska
Moją największą uwagę przykuł fragment w którym Pan Profesor porusza wątek duszy i ducha. Pojecie ducha będę rozważyć w dwóch aspektach. W pierwszej sferze spirytystycznej kościół katolicki nie zabrania wierzyć w duchy, zabrania je wywoływać. Samoistna wiara w duchy nie jest grzechem. Natomiast drugi aspekt niesie za sobą duchowość wewnętrzną. Jest to nie materialna sfera człowieka, dzięki której rozwijamy się wszechstronne. I tu ośmielę się zadąć pytanie: co dzieje się z duszą gdy ciało obumiera?. Nie mogę zrozumieć też jak będąc katolikami możemy wierzyć w powodzenie nauk telekinezy?
Ponieważ są one sprzeczne z nauką kościoła i jak to racjonalnie wytłumaczyć?
- Gabriela Kaliska
Ludzie tworzą mity, nowe religie. W wykładzie padło pytanie, dlaczego wymyślili tylu różnych bogów i jednym z podanych powodów jest fakt, że szukają w nich swoich autorytetów moralnych, istot, od których zależy ich los. Zastanawia mnie dlaczego więc tak często spotykamy się z łamaniem przykazań i nie przestrzeganiem zasad danej religii. Przecież, teoretycznie, nikt nie zmusza nas do wiary, to jest nasz wolny wybór, a jednak uważamy się za np. gorliwych katolików, a w najzwyklejszych sytuacjach zapominamy o Dekalogu. Z drugiej jednak strony ciekawe jest to, jak środowisko, w którym żyjemy wywiera wpływ na to, w co wierzymy.
Inną rzeczą jest podejście ludzi do wiary. Niezależnie od tego, jaką religię wyznajemy, każdy bóg chce dobrze dla swoich wiernych. A mimo to tylu ludzi na świecie cierpi z powodu konfliktów na tle religijnym czy braku akceptacji dla swoich przekonań. Czy może to wynikać z niezrozumienia religii?
- Hanna Szymańska
Pozwolę sobie zwrócić uwagę na pewne niuanse związane z komentarzem pani Gabrieli Kaliskiej. Chciałabym przedstawić jak dalece teoria potrafi być niezwiązana z praktyką i odpowiedzieć na pytanie jak środowisko wpływa (czy w ogóle wpływa) na jej wiarę.
Muzułmanie wydają się bardzo restrykcyjnie przestrzegać praw swojej religii, co momentami przybiera wręcz kuriozalne w naszej mentalności rozmiary. Wystarczy wspomnieć o szariacie, który jest radykalnie egzekwowanym prawem w tych miejscach gdzie obowiązuje, np. w Arabii Saudyjskiej szariat stał się nieformalną konstytucją i całe prawodawstwo państwowe jest oparte właśnie na nim, czemu nie mogą się nadziwić ludzie Zachodu (zwłaszcza feministki). Szariat jest zaprzeczeniem tezy, że nikt nie zmusza nas do wiary, bo nawet turyści przebywający do Arabii Saudyjskiej muszą przestrzegać pewnych zasad szariatu, np. w restauracjach obowiązuje podział ze względu na płeć - osobne pomieszczenia dla mężczyzn i kobiet z dziećmi. Niemile widziane jest też noszenie szortów przez mężczyzn, a skąpe stroje kobiet wręcz niedopuszczalne. Nie musimy nawet być wyznawcami Islamu, by przestrzegać jego zasad, skoro obowiązujące prawo wynika wprost z religii. Islam nie uznaje rozdziału życia świeckiego od religijnego. Więc jak nasze osobiste przekonania mogą być akceptowane w takim środowisku, skoro nawet naszym żołnierzom w Iraku odradza się noszenia krzyżyków w obawie przed agresją ze strony muzułmanów? Na ten temat całe księgi można by napisać...
- Jacek Kloska
Wspomniał Pan profesor w wykładzie o "Duchu" Arystotelesa, koncepcja ta pokrywa się z jednym z dowodów św. Tomaszana na istnienie Boga. Chodzi mi konkretnie o "dowód z ruchu - każdy ruch ma jakąś swą przyczynę, a jednocześnie jest nią (przyczyną) dla innego ruchu, jeśli zatem nie przyjmiemy, iż istnieje jakaś pierwsza, nieporuszona, przyczyna wszelkiego ruchu, to będziemy musieli uznać, iż pierwszy ruch bierze się sam z siebie, a to jest absurdem."
Św. Tomasz podaje aż 5 dowodów istnienia Stwórcy, warto je tutaj przytoczyć:
1. Jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy poruszyciel – Bóg.
2. Jak z materii nieożywionej powstała ożywiona? "Organizmy wielokomórkowe nigdy nie powstają samoczynnie z materii nieożywionej. Ciągłość życia może istnieć tylko dzięki żywym organizmom, które dają życie nowym pokoleniom. Rośliny wydają nasienie, z którego wyrastają nowe rośliny tego samego gatunku; koty dają życie kociętom, które rozwijają się i stają się dojrzałymi osobnikami. Życie może powstać jedynie z życia, które już jest." (http://czytelnia.chrzescijanin.pl/ksiazki/wppop/wppop_09.htm).
3. Dowód - "ze stopnia doskonałości" - nic na świecie nie jest absolutnym dobrem, miłością, czy pięknem. Posiadamy jednak wyobrażenie tych wartości jako właśnie doskonałych. Wg. św. Tomasza posiadamy je dlatego, że istnieje byt, dla którego wyobrażenia te są rzeczywiste, byt absolutnie doskonały. Bóg.
4. "Dowód z celowości świata. Wszystko, co istnieje, zdąża do jakiegoś celu, a skoro czynią to nawet byty bezrozumne, nie posiadające własnej woli, to musi istnieć jakaś przyczyna, która kieruje je ku ich celowi. Jest nią Bóg." (http://www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/filozofia/15025-teoria_bytu_oraz_dowody_na_istnienie_boga_w_filozofii_%C5%9Bw_tomasza_z_akwinu.html)
5. W przyrodzie istnieją "byty przygodne", które mogły, ale nie musiały zaistnieć (możemy sobie bez problemu wyobrazić ich istnienie jak i to, że ich nie ma). Wg. teorii musiały one powstać z jakiegoś "bytu koniecznego" (którego nieistnienia nie możemy sobie wyobrazić) - coś może powstać tylko poprzez coś, co istnieje...Jeżeli istnieją byty przygodne, to musi istnieć i byt konieczny - Bóg.
Przywołując dowody na istnienie Boga zawsze przypomnia mi się również problem wszechmocy Stwórcy - Czy Bóg może stworzyć kamień tak ciężki, że nie będzie w stanie go podnieść? Ktoś powie - oczywiście, Bóg może wszystko, tu jednak pojawia się pewien paradoks. Jeżeli uda mu się stworzyć taki kamień, wtedy nie będąc w stanie go podnieść udowodni swoją niedoskonałość. Patrząc z drugiej strony - nie ma takiej rzeczy której Bóg nie nie byłby w stanie podnieść, dlatego nie może istnieć dla Niego podobny kamień. Z kolei jeżeli niemożliwe jest jego stworzenie dla Boga znaczy to, że byt ten nie jest wszechmogący.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Paradoks_omnipotencji
- Jagoda Złakowska
Chciałam zapytać czy to, że mity hebrajskie, egipskie, czy też mezopotamii są w niektórych aspektach podobne może być spowodowane pewnym działaniem mózgu, czy też jego budową, występującą u każdego człowieka podobnie? Chciałabym się również odnieść do stwierdzenia, że dualizm ma źródła u Biblii. Dlaczego Kartezjusz był uznawany za heretyka? Chciałabym się również odnieśc do Pana negatywne opinii na temat mitów. W czasach, kiedy mit powstawał, nikt nie miał pojęcia o pracy mózgu. Mity nie miały się skupiać n szczególach, tylko przedstwiać prawdy moralne, pokazywać co jest dobre, a co złe(co nie znaczy, że to, co określone jako dobre a to co określone jako złe obecnie za takie się uznaje). Może nie były to najmądrzejsze historie, ale jak Pan później napisał cal ich był w pewnym stopniu słuszny, ponieważ pełniły one wiele istotnych funkcji w dawnych społeczeństwach. Problemem jest jednak to, że ludzie pomino nauki i rozwoju cywilizacji nadal wierzą w mity. Nie można ich jednak usunąć z naszego życia, ponieważ jest to część kultury. Jak wnioskuję z Pańskiego wykładu, mity należy znać, ale nie należy w nie wierzyć. Chciałam jeszcze zapytać, czy teoria identyczności została uznana, czy obalona przez współczesną naukę i filozofię?
- Jan Iwańczyk
Pod koniec tekstu w sekcji 2.8 zahaczył Pan Profesor o mity jakie występowały w nauce. Myślę, że byłby to temat warty poszerzenia, gdyż jeszcze do niedawna np eter był substancją niemal pewną w świecie fizyki, a mimo to, nauka powstała przed obalaniem hipotezy o istnieniu eteru w dużej części przetrwała do dziś. Tak samo w dzisiejszych czasach jesteśmy świadkami próby obalenia teorii względności Einsteina za pomocą neutrina poruszającego się szybciej niż światło. Czy nie uważa Pan Profesor, że rozległe teorie naukowe mają w sobie pewne ambicje by stawać się współczesnymi mitami i odpowiadać na wszelkie możliwe pytania? Czy nauka nie powinna skupiać się tylko na badaniu małych wycinków rzeczywistości, a nie próbować konstruować wręcz fundamentalnych teorii?
- Jan Nikadon
Chciałbym skupić się nieco na walce (konkurencji) mitów i nauki w ujęciu darwinizmu zarówno ludzkich genów jak i memów (w rozumieniu przedstawionym przez Richarda Dawkinsa). Zarówno różne rodzaje nauki jak i różne rodzaje mitów oraz nasz stosunek do obu tych kategorii możemy uważać za obiekty mające cechy memów.
Memy są kolejną warstwą niejako nałożoną na warstwę genów i mającą na nie wielki wpływ (wpływ jest dwukierunkowy).
Można znaleźć wiele przykładów, kiedy mity/religie doprowadzały do zguby swoich „wyznawców” zarówno na poziomie indywidualnym jak i globalnym. Np.: wyznawcy sekty Davida Koresha (przykłady można by mnożyć – jeden wystarczy).
Możemy przeprowadzić prosty (może nawet zbyt prosty) eksperyment myślowy. Teoretycznie (w dużym uproszczeniu), jeśli na 2 różnych wyspach istnieją dwie równoliczne społeczności o tej samej proporcji płci w każdej z nich i pomijalnych różnicach w puli genetycznej oraz różnych kulturach. To już wiemy (z powyższego przykładu), że jakość tych kultur musi mieć wpływ na tempo przyrostu naturalnego każdej z tych społeczności a więc i na rozprzestrzenianie się danej kultury. Kultura sprzyjająca szybkiemu rozprzestrzenianiu się genów jej członków sama będzie rozprzestrzeniana szybko. Nauka (a raczej pozytywny stosunek do nauki i rozumu) wielokrotnie i niezależnie w różnych kulturach wyewoluowała z, chronologicznie pierwotniejszego, mistycznego rozumienia świata. Dominacja nauki i racjonalności w danej kulturze zwykle była przyczyną dynamiczniejszego rozwoju i rozprzestrzeniania się tej kultury. Ten model jest oczywiście dużym uproszczeniem – różne cywilizacje mniej lub bardziej rozwinięte przecież upadały.
Wg wykładu Pana Profesora „mity mają liczne funkcje” ....
Warto więc zastanowić się które z tych funkcji nauka (racjonalizm) może spełniać przynajmniej tak samo dobrze lub jeszcze lepiej (z lepszym skutkiem) niż sama ślepa wiara:
spoiwo społeczne – nie wymaga mistycyzmu;
rozrywki – nie wymaga mistycyzmu;
podstawy obyczajów, uzasadnienia tabu, które mogą mieć istotne znaczenie dla przeżycia – w znacznym stopniu mogą być uzasadnione naukowo lub zdroworozsądkowo;
regulacji zachowań – j.w.;
wzorców instytucji społecznych – j.w.;
możliwości wyrażanie niejasnych treści i podświadomych dążeń – tu nauka może wiele wyjaśniać, ale ma małą moc sprawczą (pytanie: – czy zgodzi się z tym Pan Profesor?);
wyjaśnianie przyczynowe pozwalające na pozorne [lub nie] rozumienie świata – tu nauka i zdrowy rozsądek bezsprzecznie wiodą prym;
rytuałów, uniwersalnych archetypów– j.w. w p-kcie 6.
Ponieważ używając nawet tak uproszczonej analizy łatwo wykazać, że:
nauka (rozum) nie jest w stanie w 100% spełniać tych wszystkich funkcji które spełniają mity (wiara);
nauka (rozum) niektóre funkcje spełnia lepiej niż mity (wiara), zwłaszcza funkcje ujęte w p-kcie 7.;
to, wniosek może być tylko jeden, że: w każdej (w miarę) rozwiniętej kulturze jakaś wiara i jakaś nauka muszą współistnieć i się uzupełniać (ew. konkurować).
Na koniec za Richardem Dawkinsem chciał bym przytoczyć słowa które on przypisuje redaktorowi naczelnemu czasopisma New Scientist: „Our philosophy at New Scientist is this: Science is interesting, and if you don’t agree, you can fk-off” mnie ten cytat uświadomił że od wiary i emocji trudno uciec i że na pewnym poziomie w naukę też trzeba „uwierzyć” i „zafascynować się” nią. Ale czy zgodzi się Pan Profesor z tym (1) że jesteśmy skazani na pewien poziom zaangażowania w wiarę (mity) i emocje oraz (2) że nauka powinna oceniać mity i ich wpływ na człowieka a nie powinno być odwrotnie (czyli nie powinno być tak że to nasza wiara determinuje to jak traktujemy naukę i rozum poza tym małym "fragmentem" kiedy musimy uznać (uwierzyć) że rozum daje nam prawdziwy obraz świata)?**
- Joanna Gorgol
Chciałabym odnieść się do tematu ewolucji. Warunkiem jej istnienia jest zróżnicowanie wielu aspektów, np. stopnia zamożności, wyedukowania, świadomości kulturowej etc. I wszędzie tam gdzie ta różnorodność występuje mówimy o rozwoju. Mitologia tak jak religia czy kultura jest nieodłącznym elementem każdego chcącego rozwijać się społeczeństwa.
Być może twórcy kultury (mitów) nie dążą do powiedzenia prawdy o świecie, tylko do rozwoju ludzkości. Za pomocą mitycznych historii ukazujących zróżnicowanie świata stymulują ludzi do nieustannego działania, pracy nad samym sobą i co za tym idzie rozwoju całości społeczeństwa. Jednak w dzisiejszych czasach wiele elementów z mitologii utraciło na swojej aktualności, dla współczesnych ludzi nie znaczą one już tak wiele, jak dla ludzi minionych epok, nie wnoszą niczego nowego w nasze życie. Dlaczego więc ludzkość, pragnąca przecież nieustannego rozwoju, nie tworzy nowych mitów, niosących za sobą aktualniejsze przesłania, które mogłyby wpływać na światopogląd i działanie ludzi naszych czasów?
- Joanna Kaczmarkiewicz
Jak napisał Pan Profesor:
„ Mity mają liczne funkcje:
....
Mit sprawuje istotne zastępstwo dla nauki na temat świata. Mity pełniły funkcję odpowiedzi na liczne pytania związane ze stworzeniem świata, skąd się wywodzimy my jak i cała otaczająca nas natura, kto nami dowodzi, dokąd kieruje się nasze życie, jaki jest sens istnienia. Odpowiedzi na trudne pytania mieszały się także z odpowiedziami na tak proste pytania jak "Dlaczego pada deszcz?"( Przykładowa odpowiedź. - Bo Bóg płacze.) "Dlaczego dziś jest zimno?", "Dlaczego w nocy jest ciemno?" Jeżeli chodzi o aspekt religijny, mit był także swoistą receptą na życie. Sens życia ujęty był także w planie boskim, niezależnie od wielobóstwa czy monoteizmu.
To, co było niezrozumiałe, niepojęte stawało się oczywiste. Najlepszym wytłumaczeniem na wszystko były właśnie mity.
Podania kreowały również krainę bogów, pozornie podobną do świata ludzi, z jego kwestiami, zaletami, pragnieniami, problemami i brakami. Mity to podobnie opowiadania o ludziach, o relacjach międzyludzkich, o wzorcowych ludzkich żądzach i problemach. Bohaterowie mitów stają się autorytetami.
Ogromną rolę pełnią także mity o stworzeniu ludzi i świata np. człowiek został ulepiony z gliny. Takowe nieziemskie pochodzenie pozwalało człowiekowi nazwać własny punkt na świecie, unieść próbę pojęcia meritum egzystencji i celu drogi człowieczego bytu. Mity opracowały we własnych opowiadaniach jednocześnie własnego rodzaju kodeks postępowania, wskazując jak wynagradzane są zalety, jak natomiast karane potrafią być wyjątki od boskich praw, pycha, głupota, samowola, kłamstwo. Pełniły funkcję moralizatorską jak i wychowawczą. Mity były swoistym natchnieniem także dla kształcących się gałęzi sztuki, np. dla rzeźby i architektury jakże i dla literatury. Nie można jednak nie pamiętać, że w indywidualnych praprzyczynach mitologia była przede wszystkim zbieraniną wierzeń, religią.
W znacznym stopniu w mitach, zawarte są archetypy i symbole, które do dziś imponują i inspirują autorów kultury i sztuki. Ich wszechstronna zawartość perfekcyjnie wyjaśnia również obecne relacje międzyludzkie, ludzkie pożądania, aspiracje i słabości. Niewątpliwie, pogubiło się już wewnętrzne znaczenie religijne, niemniej jednak ich potęga kulturowa się zwiększyła jest bardziej wyrazista. Mity utrzymują się ciągle aktualne nie tylko w kulturze i sztuce. Jednocześnie w życiu codziennym korzystamy z frazeologizmów wywodzących się z mitów. Mity mają, więc swoje miejsce i dziś.
- Joanna Królik
Tematykę religii, która w zestawieniu z nauką zawsze mnie lekko drażni poruszyłam (nieświadomie) już w komentarzu poprzednim. Postanowiłam rozwinąć ten temat, jednak zwracając uwagę na inne aspekty.
Ciekawe jest to jak wiele ówczesnych wierzeń zeszło do rangi jedynie ciekawych historii a inne stały się religiami świata. Czy ludzie czują się bezpieczniej wierząc w kierujący nimi byt niematerialny? Co powoduje, który z nich jest wybierany?
Jak więc się różni świadomość oraz postrzeganie człowieka wierzącego od tego który odrzucił Boga? Czy w ogóle się różni? Która świadomość jest więc bardziej realna, bardziej świadoma i prawdziwa w odniesieniu do otaczającego nas świata? Która z tych osób może powiedzieć, że ma wolny umysł? Być może obie?
*Chcę zwrócić uwagę, iż odnoszę się jedynie do katolicyzmu, który jest dla większości z nas najbliższą religią. Wiadome jest bowiem, że w zależności od kraju, w którym się urodzimy mamy pewną wolność wyboru bądź nie.
- Joanna Skawińska
Chciałabym odnieść się do problemu duszy. Pisze Pan Profesor, że „Lekarz Julien Offray de La Mettrie, w L’Homme machine (Człowiek-maszyna, 1748) argumentował, że czynności przypisywane duszy zależą od funkcjonowania ciała”. W takim razie, czy, zakładając jej istnienie, możnaby duszę przyrównać do nastroju, który przecież zależy np. od tego, jak się fizycznie czujemy. De La Mettrie uznawał również, iż złe zachowanie jest wymagającą leczenia chorobą. Sądzę, że to „złe zachowanie”, w kontekście przekonań autora, można zdefiniować jako choroby psychiczne. W tym miejscu chciałabym się odnieść do zadanego przez Profesora pytania: „Jakie argumenty przemawiają za utrzymaniem wiary w duszę, która nie ma żadnych funkcji?” Na podstawie mojej interpretacji przekonań de La Mettrie, oczywiście w świetle wieku XXI, „dusza” staje się jedynie kwestią nazwy dla osobowości, a kwestia jej istnienia czy nieistnienia staje się problemem indywidualnych przekonań jednostki.
- Maciej Adamski
Wiara, religie i bogowie, ewentualnie Ten Jeden – Bóg. Temat rzeka, odnośnie którego można wypowiadać się na setki sposobów, nierzadko ukazując wciąż ten sam cień tylko używając innego ustawienia dłoni. Za każdym razem nie mylić się, choć i nie może mieć racji, albo inaczej – Mieć jej po odrobinkę, na tyle na ile tyczy się to spraw nas samych, które sami kreujemy.
Odwołują się do wypowiedzi moich poprzedników chciałbym uwypuklić pewnego rodzaju możliwie niepełne tudzież odrobinkę zbyt subiektywne oceny, aby można było przyjrzeć im się jeszcze raz z innej perspektywy.
Zacznę może od tego co napisała pani Justyna Luto odnośnie stabilności państw Teokratycznych. Otóż Justyno, Ty nie zgodziłaś się do końca z twierdzeniem Profesora ze względu wydaje mi się, braku sprecyzowania terminu państwa Teokratycznego którego znaczenie zinterpretowałaś inaczej niż najprawdopodobniej z założenia powinniśmy. Wydaje mi się, że chodziło tutaj o państwa zbudowane na podłożu religijnym do których jakiekolwiek twory komunistyczne nie mogą zostać zaliczone w żadnym wypadku. Państwo w którym władzę sprawują duchowni i to oni decydują o prawach, wymierzają kary oraz nagradzają swoje owieczki. Takie twory z racji fundamentalnego polegania na z natury statycznej formie przekazów dawnych proroków i tylko sporadycznych nowych redefinicjach lub „objawieniach” zmieniają się bardzo powoli i z wyraźną niechęcią. Przecież istnieje Ten bóg, to jest pewne. A skoro istnieje i powiedział co mamy robić, a jest mądry i potężny ponad naszą miarę to chyba wie co takiego nam kazał. Więc jego przesłanie jest trwałe, nie powinniśmy niczego zmieniać.
Oczywiście istnieje możliwość Boskiego nakazu rozwoju… Ale to wszystko zależy od ludzi którzy sprawują władzę w takich strukturach. Jak powszechnie wiadomo interpretacja Woli Niebios zawsze była dziedziną dość luźną, i stosunkowo swobodną w interpretacji. Żeby nie powiedzieć, że dowolną. Tak więc ludzie obecni przy sterach władzy decydowali o kierunku zmian lub ich braku. A skoro siedzieli na swoich pewnych stołkach, no to zmiany były im nie na rękę. Za nimi stał pewien autorytet, więc mogli utrzymywać stagnacje rozwoju na stosunkowo wysokim poziomie przez co w znacznym stopniu stabilizować swój system – System Teokratyczny. Ujęcie to jest może odrobinkę surowe w swojej formie i zbyt zakotwiczone w chrześcijaństwie z którym to tylko mam doświadczenia ale wydaje mi się w ogólnym rozrachunku w miarę pewnie oddawać ogólną zasadę działania tego mechanizmu.
- Maksymilian Ekes
Uzupełniając fragment wykładu o biblii chciałbym wspomnieć o rozmowie, jaką przeprowadziłem z właśnie dominikaninem, który uświadomił mi, że przecież Jezus chodząc po świecie nie sprawiał wielkich, spektakularnych wręcz, cudów. Jako Bóg przecież po prostu prawdopodobnie posiadał wiedzę, której nikt na świecie nie zna, szczególnie w Jego czasach nauka i medycyna była na poziomie rozwoju niższym niż raczkowanie.
Historia wygląda tak:
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?»Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!». I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: «Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca,matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej:«Talitha kum», to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!"Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść. (Mk5,35-43)
Podkreślone fragmenty właśnie wskazują na to, jak proste dla Jezusa było to uzdrowienie.
Do interpretacji biblii potrzebna jest spora wiedza z wszystkich dziedzin, szczególnie historii i symboliki. | Z drugiej strony, może mówię tak tylko po to, by znaleźć drugie i trzecie dno w tej Księdze.
Z przytoczonego fragmentu wynika, że Jezus wiedział, jak ludzie zareagują na jego dokonanie i: "Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść. "
Zakon św. Dominika jest w dzisiejszych czasach znany właśnie z relatywnie racjonalnego podejścia do spraw wiary.
Patrząc nawet na tą historię w oderwaniu od chrześcijaństwa i zagorzałej wiary - jest to potwierdzenie twierdzenia Pana Profesora, że ludzie boją się poznania prawdy o sobie samym. Poznania czegoś, co może być oderwane od ich przyzwyczajeń i w końcu: wierzeń.
- Marta Kalinowska
O mitach można śmiało powiedzieć, że są mieczem obosiecznym - z jednej strony opowieści wysnute przy domowym ognisku pomagały dawnym cywilizacjom w zrozumieniu mechanizmu działania świata w przystępny sposób, czyniły go bardziej bezpiecznym miejscem. Z drugiej jednak strony, zniewalają, jak to powiedział Profesor, hamują wrodzoną ciekawość człowieka do poznawania świata, takim, jakim jest. Chociaż, czy możemy powiedzieć, że starożytny człowiek nie widział w błyskawicy Zeusowego gniewu? Nie mając pojęcia o naturze zjawisk fizycznych, jak i o całej masie innych zjawisk, wytłumaczył to sobie, jak umiał, co dla współczesnych ludzi wydaje się być pójściem na łatwiznę, czy ignorancją. Czy nasza cywilizacja byłaby obecnie taka, jaka jest, gdyby nie mity? Z trudnością mogę sobie wyobrazić, że mogłyby nigdy nie powstać.
Marta Sójkowska
Najbardziej zaciekawiło mnie stwierdzenia iż łatwiej słuchać mitów niż naukowych wyjaśnień. Uważam , że jest to na prawdę trafne spostrzeżenie , które od zalania dziejów ułatwia egzystencje w świecie pełnym niedomówień. Zastanawia mnie również to , że mit potrafi przenieść cząstkę swojej historii do religii chrześcijańskiej chociażby przykład Ni-Ti Bogini leczącej żebra Enki , który zjadł 8 zakazanych owoców i stąd stwierdzenie biblijne iż Ewa powstała z żebra Adama. Uważam , że są to fascynujące porównania , które mają w sobie wiele tajemnic a jednocześnie Nam - ludziom żyjącym w XXI wieku dają konkretnie sprecyzowane wyjaśnienia. Zastanawia mnie tylko to czy w każdym z tych mitów jest ukryta opowieść , która miała kiedyś swoje miejsce i jest ubarwiona w podtekst ,, magiczny'' czy są to tylko i wyłącznie opowiadania , które nie mają swojego podłoża. Czy to kwestia wierzeń czy własnych przekonań ?
- Małgorzata Dołasińska
Kiedyś chciałam iść na etnologię, ponieważ interesowała mnie kulturowość, ale staropolska – pieśni ludowe, tańce czy stroje, nawet sama uczęszczałam do zespołu ludowego. Jednak na dzień dzisiejszy wiem, że kognitywistyka była o wiele lepszym pomysłem chociażby ze względu na swoje szerokie horyzonty. Uwielbiam mity. Nawet moja praca maturalna polegała na porównaniu mitów, a dokładniej grecko-rzymskich i hinduskich. Mitologia grecko-rzymska jest chyba najpopularniejszą i najpowszechniej znaną mitologią. Zawiera wiele prawd i wielu malarzy, kompozytorów, pisarzy, rzeźbiarzy czerpie z niej inspirację po dziś dzień. Jednak pomijając piękno mitów, to zastanawia mnie jedna rzecz - choć każda mitologia odnosi się do innego regionu, a nawet religii, to wszystkie są bardzo do siebie podobne. Ogólnie w religii da się zawsze wyróżnić jakieś najważniejsze bóstwo (jeśli chodzi o religie politeistyczne). Jednak bardzo często pojawia się też motyw rodziny: Bóg-Maryja-Jezus czy chociażby Ozyrys-Izyda-Horus. Czemu uważamy, że nasza religia jest prawidłowa i najważniejsza? Czemu odrzucamy mity i dawne wierzenia? A jeśli to one są prawdziwe? Od urodzenia narzuca nam się religię. Z każdym następnym pokoleniem religia zmienia swoją rolę. Kiedyś służyła jako podtrzymanie wiary i nadziei, jako pomoc dla duszy. Dzisiaj coraz częściej jest uważana jako po prostu wzór cnót i zasad moralnych, a bóg jest odkładany na dalszy plan, jeśli nie zostanie w ogóle brutalnie zrzucony z piedestału. Osobiście uważam, że religia to czysty wymysł ludzi, jako chęć wytłumaczenia swoich ułomności i nieudolności, a także jako podtrzymanie na duchu w ciężkich chwilach, bo podobno „nadzieja umiera ostatnia”. Co do mitów hinduskich. Bardzo wiele historii jest podobnych do tych, które znamy chociażby z mitologii grecko-rzymskiej, ale wydaje mi się, że do tej mitologii jest potrzebny większy dystans. Najważniejsza jest w niej miłość, ale też pożądanie, zmysłowość, czystość, asceza (a co za tym idzie - silna wola i celibat). Wielu uważa Indrę za najważniejszego boga, ale bardzo często jego autorytet jest podważany i jego osoba jest ośmieszana. Sam ten fakt daje nam znak, że mitologię tę trzeba traktować z lekkim przymrużeniem oka.
Jednak już tak mówiąc ogólnie o religiach, to zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz: czemu nie można było zrobić jednej religii? W końcu tak naprawdę one wszystkie są podobne. Osobiście uważam, że nie ma Boga, Allaha, Jahwe, et cetera, lecz jest jakiś (bezimienny) bóg, który wszystko stworzył i resztę pozostawił ludziom, bo nie ma ochoty ingerować (deizm). Choć nie wiem, czy po prostu nie jest mi bliżej do agnostycyzmu.
Jednak bardzo ciekawią mnie takie tematy i z chęcią będę o nich słuchać na wykładach.
- Natalia Pawlaczyk
Rozumiem oczywiście, że teksty traktują o uproszczonych sposobach myślenia, ograniczających człowieka, a podyktowanych przez pewne wierzenia.
Wychodząc poza mity, czy wtedy właśnie zaczyna się rzeczywistość?
Co oznacza rzeczywistość?
Kto wie jaka jest rzeczywistość naprawdę??
Kto ma prawo stanowienia o tym co rzeczywiste?
Czy to co wypracowane przez naukę a później zakwestionowane było rzeczywistością?
Czy kolejno neurolog, nie będzie przywiązany do swego punktu widzenia? a czy przedstawiciele różnych dyscyplin naukowych: psycholog poznawczy, społeczny, relacji międzykulturowych znając fakty i wiedząc co zachodzi w człowieku nie będzie przywiązany do swego punktu widzenia przy założeniu o rozpatrywaniu tego samego przedmiotu/problemu badań? Który tych punktów widzenia jest rzeczywisty? Może rzeczywistości jest wiele?
<< W zachodniej filozofii istnieje hierarchia poziomów pojęć rzeczywistości: od subiektywnej i fenomenologicznej przez obiektywną opisywaną za pomocą faktów aż do matematycznych modeli rzeczywistości wyrażanych za pomocą równań i aksjomatów>>
Czy możemy mówić o istnieniu rzeczywistości subiektywnej? I czy może dla takiej rzeczywistości jednak odnajdujemy sens mitów?
- Natasza Nowosadko
Mam pytanie do Pana Profesora, na temat świadomości i nieświadomości.
Jak wiemy podczas naszego snu mózg jest nieświadomy, nie zachodzą w nim procesy myślowe. Tysiące ludzi twierdzi że przeżyło coś bardziej niezwykłego niż sen. Twierdzą że byli „po drugiej stronie”, że umarli i powrócili do świadomości. Większość naukowców twierdzi, że są to zwykłe halucynacje na skutek stresu spowodowanego brakiem dopływu tlenu do komórek nerwowych w mózgu. Skoro podczas takiej chwilowej śmierci mózg nie jest świadomy (a udowodniono że nie jest) to skąd ci ludzie pamiętają to co przeżyli?
A teraz trochę filozoficznych rozmyślań:
Dlaczego to nie jest dowód na istnienie innego świata, alternatywnej rzeczywistości, bądź duszy?
Według teorii kwantowej (na ile ją rozumiem) cała materia jest złożona z bitów kwantowych połączonych w pary. Również i w mózgu w mikrorurkach są takie cząstki które mogą być „splątane” ze swoją parą która jest gdzieś we wszechświecie niekoniecznie w tym samym ciele. Możliwe że to jest właśnie nasza dusza która istnieje gdzieś jeszcze, nie tylko w naszym mózgu.
Ale to są tylko takie moje rozważania J
A tak na marginesie. W notatkach Pana Profesora jest napisane:
„ kredo wiary katolickiejnie mówi o duszach po śmierci, tylko "oczekuję wskrzeszenia umarłych"”
Owszem, wg wiary katolickiej dusza po śmierci idzie do nieba, piekła lub czyśćca. Dusza samodzielnie ma egzystować pomiędzy śmiercią a sądem ostatecznym (owym wskrzeszeniem umarłych) na ziemi. Więc mimo, że Credo o duszach nie mówi jest czas, przed zmartwychwstaniem, w którym istnieje bez ciała.
- Patryk Wach
Ciekawi mnie kwestia powstawania mitów i powielających się w nich schematach (narodzenie z dziewicy, zmartwychwstanie po 3 dniach, liczba 12, boska trójca itd.) Wiele z tych zdarzeń i symboli pokrywa się z wydarzeniami i symbolami astrologicznymi (źródła: 1 2) W większej części religie i wierzenia starały się zintepretować naturalne zjawiska otoczenia w sposób przystępny dla prostego ludu. Wiara w te historie towarzyszyła ludziom od początków pierwszych cywilizacji. Jest ona wynikiem szukania wytłumaczeń najróżniejszych zjawisk i dopasowania faktów do swych własnych przekonań i domysłów.
- Paulina Staszuk
Dodał Profesor hiperłącze do artykuł o izluzjach poznwczych. Chciałabym zapytać o Choice blindness, a mianowicie - opisany został eskperyment, kiedy dano ludziom spośród kilku zdjęć wybrać osobę najatrakcyjniejszą i poproszono o uzasadnienie swojego wyboru ale pokazywano im wtedy zdjęcie osoby, która nie została wybrana. Jeśli oczywiście poprawnie zrozumiałam tekst, zastanawia mnie jak to jest możliwe, że człowiek nie pamięta wyboru, którego dokonał. Jako wytłumaczenie jest podane tutaj false reminders. Tak jak w przypadku eksperymentu w supermarkecie, błąd w pamięci jestem w stanie zrozumieć, to jeśli chodzi o wybór dokonywany za pomocą wzroku jest to dla mnie niezrozumiałe.
- Paweł Drwięga
Od bardzo dawnych czasów można było zauważyć że człowiek jest istotą wierząca i tej wiary potrzebuje. Na początku człowiek uważał za bóstwo praktycznie wszystko czego nie rozumiał (zaćmienia, błyskawice, itp.) Z czasem Ludzie poznawali coraz więcej z otaczających nas rzeczy wiec, coraz mniej zdarzeń zostawało przypisanych mocom nadprzyrodzonym. W końcu wiara musiała zostać ujednolicona i przekazywana ludzie „dogadali” się co do pewnych kwestii i tak np. powstały mity.
Jak stwierdzili ci co pisali tu wcześniej „wiara odgrywała ważną role ale jej rola się już skończyła ponieważ hamuje postęp i wciska ludziom nieprawdę”. Chciałem zwrócić uwagę na pewien paradoks nauczania. Na historii uczymy się że świat powstał kilka mld lat temu a potem idziemy na religie i uczymy się że świat powstał w 7 dni. Pytanie czemu dać tu wiarę?
Dla wielu ludzi powstaje tutaj pewien problem który można stosunkowo łatwo rozwiązać a mianowicie: nie traktujmy biblii jako książki naukowej (tak samo z innymi świętymi księgami innych religii). Nawet jeżeli by przypuszczać że tai autor faktycznie posiadał wiedze na temat powiedzmy stworzenia świata, to siłą rzeczy nie mógł w swojej epoce przekazać pełnego i prawdziwego obrazu tej wiedzy a (powiedzcie człowiekowi 1000 lat p.n.e. że ziemia jest okrągła, że następuje jej rotacja i ruch wokół słońca. Albo że świat powstał bo nastąpił „big Bang”).
Do naszych czasów dotarły właśnie zapiski tworzone z myślą o ludziach z tamtych czasów. Dlatego nie można odnosić wiary do nauki. Z tego powodu następują wszystkie spory wiedzy z wiarą dlatego aby badać świat nie powinniśmy abstrakcyjnych i symbolicznych przekazań wiary traktować naukowo i odnosić wprost do naszej wiedzy.
- Paweł Groblica
Niezwykle ciekawym jest zjawisko powstawania mitów i różnych wierzeń. Wiara starożytnych kultur i cywilizacji, która ze współczesnego punktu widzenia może się nam, współczesnym wydawać delikatnie mówiąc "absurdalna" pełniła ogromnie ważną funkcję integrującą, kształtowała wzorce zachowania i przede wszystkim w bardzo przystępny sposób odpowiadała na trudne pytania. Można by nawet rzec, że część mitów wyrosła z niewiedzy o świecie. Interesującym jest to, że nawet religie, nam współczesne np. chrześcijaństwo, judaizm, opierają się po części na wierzeniach, powstałych na bazie mitów np. sumeryjskich. Chrześcijaństwo, które wyrosło z kultury semickiej, pod wpływem kultury i obyczajowości greckiej zmieniało swój charakter – np. usunięcie z dekalogu, występującego w Piśmie Świętym przykazania dotyczącego zakazu robienia obrazu (lub figury) Boga.
Ważnym tematem poruszanym w wykładzie jest również kwestia demitologizacji duszy. Wielu ludzi uważa człowieka za istotę stworzoną z ciała, umysłu i duszy. Jeśli chodzi o ciało, nie ma żadnego problemu z wytłumaczeniem tego pojęcia, umysł jest trudniej zdefiniować, ale mamy pewne „wrodzone” przeświadczenie o tym czym jest, natomiast jeśli chodzi o pojęcie duszy to jest ono bardzo niejasne i często łączące się z pojęciem umysłu. Przykładem może być kartezjańskie res cognitans, które może wskazywać na jedność umysłu i duszy, po prostu jako „substancji myślącej”. Osobiście uznaję pogląd, że prawdziwa religia i wiara nie może kłócić się z „czystą nauką” – nauka wręcz przeciwnie powinna swoimi odkryciami demitologizować niektóre aspekty religii i pozwalać ludziom na odkrywanie prawdziwego Boga. Jak sam Pan Profesor wspomina „wielu ludzi martwi odrzucenie pojęcia duszy […]”, dlatego też niektórzy są ściśle przywiązani do wiary w bliżej nieokreśloną „duszę” czy niewiary w np. ewolucję – moim zdaniem wynika to po prostu z niewiedzy i lęku.
Interesuje mnie jeszcze jedna kwestia, o której wspomina Pan Profesor: „W XX wieku uzasadnieniem istnienia duszy miały się stać podróże poza ciałem (OOB) i doświadczenia śmierci klinicznej.” – są to dwa niezwykle ciekawe zjawiska, które w świadomości ludzi istnieją jako te „ponadnaturalne”. Rozumiem, że te próby wytłumaczenia zjawiska „duszy” zakończyły się fiaskiem? Czy mógłby Pan Profesor poruszyć tę kwestię? Jak zapatruje się Pan na te zjawiska, a może bardziej dokładnie: jak te problemy rozwiązuje współczesna nauka? Ciekawi mnie to, ponieważ bardzo trudno znaleźć obiektywne i rzetelne informacje na ten temat. Zauważyłem również, że wiara w zjawisko eksterioryzacji jest bardzo powszechna (szczególnie wśród moich rówieśników i młodzieży) i wydaje mi się, że objaśnienie tego byłby dobrym krokiem w stronę demitologizacji obiegowych pseudonaukowych opinii, przekonań czy zabobonnych wierzeń.
- Piotr Owsian
W moim komentarzu, chciałbym skupić się na części notatek 2.6. Abidharma – psychologia buddyjska i introspekcja, ponieważ ta część zainteresowała mnie najbardziej, gdyż zagadnienia w niej poruszane, w największej części wcześniej nie był mi bliżej znane.
W notatkach do wykładu cytuje Pan Profesor: Mistrza Zen Bassui – Kazanie o jednym umyśle:
„Jeśli chcesz urzeczywistnić swój własny Umysł musisz przede wszystkim wejrzeć w źródło, z którego wypływają myśli. Śpiąc czy pracując, stojąc czy siedząc, głęboko zapytuj siebie: "Czym jest mój własny Umysł?" a rób to z gruntownym pragnieniem rozwiązania tej kwestii. ....
Cóż to za mistrz, który w tej właśnie chwili oczyma widzi barwy a uszami słyszy głosy, który teraz podnosi ręce i rusza stopami? Wiadomo, że są to funkcje naszego umysłu, lecz nikt nie wie dokładnie, na czym one polegają. Można twierdzić, że za tymi działaniami nie kryje się żadne rzeczywiste istnienie i że czynione są one spontanicznie. Można i odwrotnie, utrzymywać, że są to właśnie czynności jakiejś istoty, ale pozostaje ona niewidzialna. ...
Wewnątrz siebie nie znajdziesz żadnego "ja" ani nie odkryjesz nikogo, kto słyszy.”
Nasuwa mi się pytanie, dokąd doprowadziły ich rozważania: „Czym jest mój własny umysł?” ? Co więcej, na jakiej podstawie wątpią w istnienia wewnętrznego „ja”? W jaki sposób więc wyjaśniają oni „wewnętrzny głos”, który uznawany jest m.in. przez chrześcijan za duszę?
W następnej części notatek, zwróciło moją uwagę stwierdzenie Bodidharma, że nie utożsamia on umysłu z inteligencją, a co najważniejsze zastrzega, że nie inteligencja warunkuje istnienie umysłu. Ciekawi mnie zatem, co pozwala dostrzec umysł? Co pozwala go poznać i zrozumieć? Czy ktoś kto ma niski poziom inteligencji, jest w stanie pojąć umysł?
Analizując praktyki shikan-tadza, nasuwa się pytanie, czy jedyną drogą do poznania umysłu jest opanowanie, kontemplacja, medytacja itp.?
Zaskakujące są postulaty buddyzmu, który w przeciwieństwie do większości religii, propaguje zachowania pro naukowe.
„Polegajcie na tym, o czym sami wiecie, że są to dobre nauki, że są cenione przez mędrców, praktykowane i przestrzegane,
prowadzące do szczęścia i radości; tylko takie nauki przyjmujcie i praktykujcie.”
Skąd wiadomo, które nauki mogą prowadzić do szczęścia? Skoro w buddyzmie poświęca się tak dużo miejsca rozważaniom na temat umysłu, zatem czy według ich wyznawców, poznanie jest drogą do szczęścia? Jeżeli tak, to dlaczego?
- Wojciech Sak
Moje pytanie będzie odnosiło się do kwestii wolnej woli.
W tym wykładzie pada stwierdzenie: „(…)praktyka [sesshin] wymaga silnej motywacji i pozwala uwolnić się od wewnętrznego przymusu działania na skutek reakcji emocjonalnych czy impulsów neurotycznych, prowadząc do stanu bezwarunkowej wolności”. W buddyzmie tego rodzaju „odczucie”, czy może raczej „doświadczenie” bezwarunkowej wolności zwane jest „Oświeceniem”, doznaniem „umysłu Buddy”.
Co można powiedzieć o osobach które doświadczyły czegoś takiego, czy nie są może one dowodem na istnienie wolnej woli (bo właśnie tego ona wymaga, działania bez dodatkowych warunków)? A jeśli traktować to jedynie od strony fenomenologicznej, to w czym takie osoby są lepsze od tych, które są powiedzmy „zwykłymi, przeciętnymi ludźmi”, a także twierdzącymi, że jednak coś takiego jak wolna wola posiadają? Zatem, czy Ci „oświeceni” mają wyłączność na wolną wolę i można to potraktować zero-jedynkowo, według zasady albo-albo, czy jednak jest to pewien proces i należałoby powtórzyć za Edwardem Nęcką, że ogólnie my ludzie mamy mniej wolnej woli niż nam się wydaje, ale jednak posiadamy ją, tak jak może osiągać to każdy odpowiednio złożony system? („Człowiek-umysł-maszyna. Rozmowy o twórczości i inteligencji” Edward Nęcka, Janek Sowa)
- Zuzanna Larysz
W Pańskim wykładzie dotyczącym historii pojęć przewija się wielokrotnie twierdzenie, że religii zależy na stabilności społecznej, wykorzystując spoiwo jakim jest wspólny bóg, wizja przyczyn i skutków zachowań człowieka i ogólny model świata. Wiara w miłośc do bliźniego wiąże się z tworzeniem związków z ludźmi, induwidualność i ustalanie własnego kierunku działania nie jest mile widziane.
Z kolei pewna forma idealizmu będąca też niejednokroć wypadkową idei zapożyczonych, albo po prostu uniwersalnych dla każdej z religii też nie jest dobrze postrzegane - bo nie przedstawia konkretnych wartości, ubranych w święte, wspólne dla społeczeństwa pismo, czczone i celebrowane. Człowieka o niskiej samoocenie, z potrzebą docenienia przez społeczeństwo, stawia to w sytuacji w której może wybrać między "stabilną, kochającą grupą wiernych" (co niejednokroć mija się z prawdą, widać to przykładowo na forach dyskusyjnych zrzeszających wierzących w miłość do bliźniego, a jednocześnie zdolnych do konstruowania niestosownych i pełnych gniewu dialogów - częściej monologów - zatem jeżeli wierzymy, czemu nie konsekwentnie - jeżeli deklarujemy miłość i stabilność, czemu często jednostka nie przekłada tego na rzeczywistość - bo wierzy, że zostanie wyręczona przez grupę?), a "dynamiczną" skupiających jednostki indywidualne i dążące do tworzenia własnych "ścieżek".
Pisze Pan "Nie jest naszym zadaniem wdawać się w spory dotyczące istnienia Boga czy bogów, czy też prawdziwości religii." Nasuwa się pytanie: co jest naszym zadaniem? I czy jest to "zadanie" dla każdego z osobna inne, czy jest jakieś jedno, wspólne dla grupy? Czy wogóle jest jakieś zadanie ("przetrwać")?
Patrząc na naturę osobniki częściej zbierają się w stada, aniżeli działają w pojedynkę. Może to stało się bazą dla twierdzeniu dotyczącym wpływu religii na stabilność społeczną.
Całość Pańskiego wykładu i moich rozważań przypomina mi wykład z "Metod badań naukowych", na WFAiIS - prowadzący metaforycznie stwierdził, że w świecie fizyków każdy, a przynajmniej większość staje, na pewnym etapie swoich badań, przed zagadką, wielkim znakiem zapytania - zbiór tych niewiadomych określił jako "fizycznego" (B)boga. Jest to moment, którym człowiek, jako jednostka musi się wykazać swego rodzaju pokorą i uznaniem, iż jego możliwości poznania nie są nieskończone. Nie sądzę był jakiś jeden, uniwersalny powód dla którego można porzucić, zanegować to co oferuje wiara i nauka. Możliwe, że właśnie pokorna postawa i znajomość własnych możliwości - i tu wracamy z powrotem do potrzeby "samopoznania", (Kartezjuszowskiej samowiedzy) - są punktami wyjściowymi dla dalszych rozważań.
- Łucja Budzyńska
Jeśli John Locke uważał ,że dusza jest percepcją, postrzeganiem tego co się dzieje we własnej duszy, to czy dusza nie postrzega tego co się dzieje "na zewnątrz" ? Podział, że tak powiem - obowiązków wygląda następująco : dusza odpowiada za to co dzieję się w człowieku, natomiast to co dotyczy ciała nie jest jej kwestią..ciało odczuwa tylko zewnętrzne bodźce..a co ze zmysłami ? Czy oddziałowują one jedynie na dusze?
Kartezjusz uważał, że dusza i ciało mogą wpływać na siebie w jakimś stopniu - "zmieniać swój kierunek" , co oznaczałoby, że są w jakiś sposób połączone. Gdyby tak było, to dusza musiałaby czuć to co ciało chociaż w małym stopniu (i odwrotnie), gdyż nie można wpłynąć na zmianę czegoś, bez znajomości tego "czegoś"...
- Żaneta Gębka
Pisze Pan Profesor, że "socjologia religii pokazuje, że w krajach z rozwiniętym państwem opiekuńczym mało ludzi wierzy w Boga, bo wierzy w opiekę Państwa" ale czy tak naprawdę religia nie jest jedynie kolejnym sposobem na sterowanie masami? Ustalone zasady postępowania często lepiej trafiają do ludzi jeśli odwołujemy się do wiary i życia po śmierci niż do instytucji państwa. Bo czy nie o wiele bardziej przerażajaca jest wizja wieczności w piekle od kilku lat w więzieniu?
Nasuwa się tutaj stwierdzenie, że tak naprawdę religia nie jest wyznacznikiem dobra i zła, wielokrotnie bowiem w świętych księgach napotykamy na opisy, które dla większości z nas wydają się być wręcz okrutne (o czym szerzej pisał w swoim komentarzu Dawid Rutkowski) wydaje się więc, że i bez wiary bylibyśmy w stanie dojść do prostych stwierdzeń jak chociażby to, aby nie odbierać bez potrzeby życia innym.
W związku z powyższym - czy religia nie jest jedynie czynnikiem ograniczającym - zajmującym nasze umysły pytaniami o życie przyszłe, pośmiertne co do którego istnienia nawet nie możemy być pewni, miast pozwolić nam zająć się problemami "nieco" bardziej przyziemnymi?
W. Duch, Wstęp do kognitywistyki - spis treści.